Marsz Mendelsona ponownie zabrzmiał w barwickim Urzędzie Stanu Cywilnego, tym razem w jeszcze bardziej wyjątkowych okolicznościach niż zwyczajowo. Po 50 latach małżeństwa, Monika i Piotr Strzelcowie z Białowąsu, w obecności rodziny i przyjaciół, złożyli wzajemnie podziękowania za wspólnie przebyte pół wieku.
Historia ich znajomości od pierwszych chwil była związana z pokonywaniem odległości. Pan Piotr pochodzi z Ożarowa (dziś województwo świętokrzyskie), ale nauka w technikum rolniczym w Świdwinie sprawiła, że znalazł się daleko od domu. Odwiedzając rodzinę w Krosinie, poznał panią Monikę, mieszkającą tam wraz z rodzicami. Jedno z młodzieńczych spotkań, a później wspólna droga do domu, stały się początkiem znajomości, która z czasem przerodziła się w decyzję o wspólnym życiu.
Związek małżeński Państwo Strzelcowie zawarli w grudniu 1975 roku. Ślub cywilny odbył się w Wigilię Bożego Narodzenia w Urzędzie Stanu Cywilnego w Grzmiącej, natomiast dzień później – w Boże Narodzenie – miał miejsce ślub kościelny. Pani Monika wystąpiła w sukienkach szytych na miarę: czerwonej na ślub cywilny oraz niebieskiej na ślub kościelny. Tego dnia padał deszcz, a młoda para szła na ceremonię pieszo, co dziś stanowi jedno z najcieplejszych wspomnień z tamtych chwil. Wesele odbyło się w domu rodzinnym panny młodej. Na ten wyjątkowy dzień dom zmienił swoje oblicze – wyniesiono meble i wniesiono stoły oraz ławy, przygotowano miejsce do tańca, a zabawa trwała do białego rana.
Pierwsze lata po ślubie Państwo Strzelcowie spędzili mieszkając u rodziców pani Moniki. W tym czasie na świat przyszła córka, a następnie dwóch synów. Od 1980 roku Jubilaci na stałe związani są z Białowąsem, gdzie otrzymali mieszkanie w nowo oddanym bloku. Państwo Strzelcowie przez lata pielęgnowali swoje pasje. Pani Monika z zamiłowaniem gotuje i czyta książki, pan Piotr od dzieciństwa pasjonuje się grą w szachy, którą z powodzeniem kontynuuje do dziś. Wspólną radością było również prowadzenie ogrodu, zbieranie grzybów oraz taniec.
Jubilaci doczekali się trojga dzieci, siedmiorga wnucząt oraz prawnuka, a uroczystość Złotych godów miała wyjątkowo rodzinny charakter. Szczególnie wzruszającym momentem były jubileuszowe podziękowania za wspólnie przebytą drogę życia, wypowiedziane przez małżonków wobec siebie nawzajem. Tradycyjnie na czerwonym dywanie odbył się okolicznościowy taniec w akompaniamencie gromko odśpiewanego przez gości „Wszystkiego najlepszego”.
Rodzina miała swoje obawy, a jednak młodzi nie dali się przesądom. Pan Rajmund, zakochany po uszy, potrafił pieszo pokonywać kilometry błotnistych dróg, aby dotrzeć do Szczepankowa, gdzie mieszkała jego wybranka. To właśnie tam, wśród pól, rozmów i uśmiechów dojrzewała ich miłość. Po czterech latach stanęli razem na ślubnym kobiercu – i od tamtej chwili kroczą wspólnie przez życie.
Pan Rajmund dorastał wśród ośmiorga rodzeństwa, ucząc się pracowitości i szacunku do ziemi. Choć miał etat, porzucił go aby w pełni poświęcić się rolnictwu – bo tylko przy ziemi czuł, że naprawdę żyje. Ziemia była jego pasją, powołaniem i dumą. Każdy dzień zaczynał o świcie, w zapachu świeżo skoszonej trawy, z rękami zmęczonymi, ale szczęśliwymi po dobrze wykonanej pracy.
Pani Teresa, z kolei, wniosła do ich wspólnego życia niezwykły dar tworzenia domu. Była – i jest – prawdziwą gospodynią: troskliwą, ciepłą, uważną i zawsze gotową do działania. Nie tylko wspierała męża w prowadzeniu gospodarstwa, ale przez 26 lat pełniła również zaszczytną funkcję sołtysowej sołectwa Stary Grabiąż. Z oddaniem dbała o sprawy mieszkańców, integrując lokalną społeczność, organizując wydarzenia i będąc dla wszystkich życzliwym, godnym zaufania człowiekiem.
Jak można było usłyszeć podczas uroczystości, gospodarstwo jubilatów od początku tętniło życiem – wspólna praca w polu, opieka nad zwierzętami, sianokosy, żniwa i siewy były ich codziennością. Ale w tym domu było też miejsce na naukę i rozwój. Na półkach stała „Encyklopedia rolnictwa”, katalogi maszyn z notatkami Rajmunda, a obok – „Vogue” i wykroje sukienek, z których pani Teresa szyła dla siebie i córki. To był dom, w którym ciężka praca spotykała się z pasją i pięknem.
Dostojni jubilaci wychowali troje dzieci, z których każde poszło własną drogą, ale wszystkie wyniosły z domu te same wartości – uczciwość, odpowiedzialność i szacunek dla pracy. Najstarsza córka została dyrektorem szkoły, najmłodsza zdobyła wykształcenie medyczne, a syn – mimo prowadzenia własnej firmy – z dumą podtrzymuje rodzinne tradycje. Uprawia ziemię wiedząc, jak wiele znaczyła dla ojca i jak głęboko zakorzeniona była w życiu rodziców. Robi to z miłości i szacunku – dla ich trudu, tradycji i pamięci. Kolejne pokolenie idzie tą samą drogą: wnuki studiują, uczą się, najmłodszy wnuk rośnie na włościach dziadków, rozwijają swoje pasje, a odnosząc sukcesy z dumą mówią, że pochodzą z domu, w którym praca i miłość zawsze szły w parze.
Do grona składających w tym wyjątkowym dniu złotych godów dołączyli obecni na uroczystości burmistrz Robert Zborowski oraz radna Barbara Stasiak (i jednocześnie sołtys Sołectwa Białowąs), a wydarzenie poprowadziła Renata Trembowelska, kierownik miejscowego USC. My również pragniemy przekazać najserdeczniejsze życzenia, przede wszystkim zdrowia, ale również miłości, pogody ducha, uśmiechu oraz wszelkiej pomyślności w życiu osobistym!

































