Strona główna Szczecinek Spór o VI C, czyli „wielka” polityka, mali ludzie i jeszcze mniejszy...

Spór o VI C, czyli „wielka” polityka, mali ludzie i jeszcze mniejszy portal

Mimo wielu lat w branży, rzadko sięgam po publicystyczne formy. Suche relacjonowanie wydarzeń w tak małej społeczności przysparza GRYF.tv już wystarczająco dużo oskarżeń o stronniczość, a gdzież dopiero nieco bardziej charakterny tekst. Wczorajsze sławetne obrady komisji edukacji, poświęcone problemowi łączenia klas siódmych w SP7, mogły jednak sprawić, że nawet najbardziej spokojnym osobom ciśnienie wzrosło kilkukrotnie.

Choć nie planowałem wczorajszej wizyty w ratuszu to wiedziony intuicją postanowiłem się jednak na sesyjnej sali pojawić. Wraz ze mną licznie zameldowali się rodzice walczący o utrzymanie klasy VI C, urzędnicy na czele z wiceburmistrzem Maciejem Makselonem, moi koledzy po fachu oraz jeden pismak mizernie aspirujący do tego miana. Dość szybko okazało się, że pierwotny plan jedynie zrelacjonowania obrad będzie zadaniem niełatwym z racji dynamicznej wymiany celnymi ciosami. Umówmy się, mamy tutaj do czynienia ze sporem, którego nie da się rozwiązać w sposób satysfakcjonujący większość. Urząd patrzy na sprawę przez pryzmat ponad 150 tys. zł oszczędności rocznie, a rodzice z perspektywy bezcennej troski o dziecko. Bezcennej w przenośni i dosłownie, gdyż ewentualne pozostawienie trzech klas siódmych nie będzie kosztować ich ani złotówki. Z argumentami emocjonalnymi trudno oczywiście dyskutować, ale coś mi podpowiada, że gdyby konieczne było wyłożenie przez mamę czy tatę z własnej kieszeni ponad 300 tys. zł na utrzymanie klasowego status quo to planowane połączenie mogłoby się jednak okazać niedogodnością do przetrawienia.

Poruszeni rodzice (na wszelki wypadek podkreślę to raz jeszcze – normalnym jest, że wyrażają swoje obawy) podnieśli argument o niewielkim udziale tej kwoty w środkach chociażby przeznaczonych na inwestycje. Rzeczywiście, łatwo jest w tym momencie rzucać nośne hasła o niepotrzebnych inwestycjach, a nawet zarzucać włodarzom megalomanię. Problem w tym, że jest to zwyczajna manipulacja. Budżet samorządu to dość rozbudowany mechanizm, w którym środki ulokowane są ściśle w poszczególnych podziałkach i celach. Mimo całego skomplikowania, podlega on jednak takim samym prawo ekonomii jak chociażby nasz budżet domowy. Jeżeli więc w danym miesiącu na rachunek za prąd mamy odłożone 500 zł to zabierając z tej kupki tylko symboliczne 2 zł ostatecznie pozostaniemy z nieopłaconą fakturą za energię elektryczną. O ile statystyczny Kowalski może tego nie dostrzegać, o tyle nie jestem w stanie uwierzyć, że wieloletni radny nie jest tego świadomy.

A mowa o obecnym w czasie obrad Marcinie Kaszewskim, aktualnie wiceprzewodniczącym Rady Powiatu w Szczecinku. W jakiej roli pojawił się na spotkaniu nie jest wiadomym do końca. Nie jest już miejskim radnym, nie jest też rodzicem dziecka, którego klasa znalazła się w planie redukcji. Jak sam oświadczył: – Temat łączenia klas to nie jest dla mnie teoria. Jako rodzic rok temu przechodziłem dokładnie tę samą sytuację – wiem, jaki to stres i ciężar dla dzieci i całych rodzin. Dlaczego przed rokiem nie zaangażował się w walkę o zaniechanie połączenia to też nie wiadomo, ale wczytując się we wpis na jego profilu facebookowym na pewno nie ma to związku z faktem, że przed paroma tygodniami został przewodniczącym lokalnych struktur Koalicji Obywatelskiej, a jego partyjni znajomi otwarcie mówią, że planuje kandydować na stanowisko burmistrza w wyborach za 3 lata. W swojej wypowiedzi na komisji nawiązał oczywiście do miejskich inwestycji, ale brak podkreślenia różnic w budżetach na oświatę i inwestycję zrzucam na karb stresu, który dało się wyraźnie wyczuć w jego ruchach. Swoją kwestię (jedną z dwóch) wyrecytował wprawdzie wzorowo, dało się w tym dostrzec nawet nutkę teatralnych emocji, ale do perfekcji zabrakło mi idealnej mowy ciała. Niemniej wystawiam Marcinowi za ten występ mocne 4+.

Niestety, o ile recytacja poszła jak z płatka, tak w kwestii ripost ad hoc jest jeszcze sporo da nadrobienia. Powiatowy radny mocno obruszył się na taktowną (i w gruncie rzeczy celną) sugestię wiceburmistrza Makselona, jakoby występował na komisji również w roli polityka. Marcin Kaszewski za polityka się nie uważa, nakazując tytułować się przy tym samorządowcem. Być może w przypływie emocji zapomniał, że niedawno (i nie bez drobnych kontrowersji) został szefem lokalnych struktur Koalicji Obywatelskiej, a do Rady Powiatu startował z list tworu, który nawet Wikipedia określa mianem „polskiego ugrupowania politycznego”. Notabene w swoim wpisie oszczędził Macieja Kaźmierskiego, czyli faktycznego wykonawcę ewentualnego scalenia klas, zupełnie przypadkiem związanego politycznie z Koalicją Obywatelską. No, ale niech pierwszy rzuci kamieniem, kto w ferworze walki zawsze zachowywał się w pełni racjonalnie. Tylko partyjnych kolegów trochę szkoda…

A jeśli już pozwalam sobie na personalne wycieczki to wspomnieć trzeba o innej wyróżniającej się in minus postaci wczorajszych obrad. Głos w dyskusji zabierali oczywiście pozostali członkowie komisji, ale show wybitnie skraść chciał jej przewodniczący, znany z czystej gry Marcin Jaczewski. Niestety, na scenie pojawił się w wyraźnie nienastrojonych instrumentach. O ile fakt przedwczesnego zwołania komisji da się jeszcze usprawiedliwić, o tyle późniejszego gola samobójczego już ciężko wyjaśnić. Zwołanie na wniosek rodziców zebrania było jak najbardziej pożądane, ale zrobienie tego jeszcze zanim dyrektor SP7 spotkał się rodzicami to samobójcze narażenie się na oskarżenie albo działania bez uprzedniego zapoznania z tematem, albo działania pod publiczkę i uzyskanie doraźnych korzyści politycznych. Kilka dni zwłoki naprawdę nie zrobiłoby różnicy w sytuacji, gdy spotkanie w szkole zaplanowano na czwartek. W toku rozmów na sali rodzice podnieśli też argument formalnego (choć na razie w formie planu) podziału klasy VI C, a dociekliwy radny dodatkowo zapytał czy wynikające z tego korzyści finansowe zostały uwzględnione w projekcie budżetu na ten rok. W tym wszystkim nie jest najgorsze to, że wspomniany podział został już nakreślony – choć rozumiem w pełni argument rodziców to pamiętajmy, że w każdym projekcie takie elementy są przecież podstawą, a poza tym lepiej rozmawiać na planowanym spotkaniu w szkole z konkretami w garści, aniżeli bez nich. Najgorsze nie były również wyczuwalne w wypowiedziach sugestie, że Miasto ukryło w projekcie budżetu redukcję liczby klas. Najgorsze było to, że pytanie o finanse padło z ust człowieka… który w grudniu podniósł rękę za tymże budżetem. Tutaj chyba nic więcej dodawać nie trzeba.

I jeszcze kwestia wynikła już po spotkaniu, czyli przekaz medialny portalu Miasto z Wizją. Przez cały wtorek, w tymże medium mieliśmy wątpliwą przyjemność obserwowania ultrakrótkich wycinków mających dewaluować Urząd Miasta oraz samego Macieja Makselona. Szczytem manipulacji był opublikowany fragmencik opuszczenia obrad przez wiceburmistrza, choć od pierwszej minuty spotkania wszyscy obecni na sali wiedzieli oraz zaakceptowali fakt, że o 10:00 z przyczyn służbowych będzie on musiał z komisji wyjść. Mamy żelazną zasadę, że nie komentujemy publicznie pracy innych redakcji, ale w związku z tym nadużyciem wyraziłem swój sprzeciw wobec tak ohydnej narracji na profilu MzW, co zresztą dokumentuję poniżej. Po około minucie komentarz oczywiście usunięto, a redakcja GRYF.tv otrzymała bana na profilu MzW. W związku z tym raz jeszcze wyrażam swój sprzeciw przeciwko niezgodnemu z prawdą przekazowi, którego porównanie do tępej propagandy systemów totalitarnych byłoby komplementem. I jeszcze jedno: wykorzystywanie w tej sytuacji rodziców i ich pociech jest zwyczajnie obrzydliwe.

A co dalej ze sporem o VI C? Najpierw spotkanie dyrekcji szkoły z rodzicami, później dalsze konsultacje i dialog, choć oczywistym dla wszystkich jest, że kompromis będzie trudno osiągalny. Mam tylko nadzieję, że sprawy do roli trampoliny nie będą już cynicznie wykorzystywać zarówno lokalni politycy, jak i twory medialnopodobne, np. takie dowodzone przez niemającą pojęcia o swoim fachu dwudziestolatkę i jej ledwie kilka lat starszego konkubenta.